poniedziałek, 8 listopada 2010

proszek...

K***a!!

No i stało się.

Szlag by to!


Totalna niechęć do życia.

Totalna rozsypka. Proszek.

Totalny brak nadziei i wiary (która jeszcze gdzieś tam sobie żyła).

Za duży ciężar. Nie do udźwignięcia. Mam dość! Kompletnie dość.

Ile jeden człowiek jest w stanie znieść? Ja już wymiękam. Nie mam siły...

Nie daję rady. Wszystko wysiada. Organizm,psychika...wszystko.

Wszystko się ze sobą splata. Przeszłość,teraźniejszość i przyszłość, której już nie widzę przed sobą.

Nie ma nic. Nie ma już mnie.