Nie no po prostu wspaniale.
Środa zbliża się wielkimi krokami...Boję się. Mam nadzieję, że mój mózg nie odmówi mi posłuszeństwa w środę i będę mogła jakoś napisac ten egzamin. Chcę to miec już za sobą.
Fajnie było słuchac o tym na wykładach, ale po jakiego grzyba mam się uczyc o np. "śmierci oswojonej" ,albo o tym jaki powinien byc rycerz. Nie mówię, że to nie jest potrzebna wiedza, czy nie interesujące to jest, ale żeby ryc to na pamięc i zdawac egzamny z tego? yhm.
Bo ja rozumiem, że dobrze jest wiedziec co to jest empiryzm, scholastyka czy nawet wiedziec jakie wynalazki powstały w renesansie, albo filozofie ludzi tamtych epok, ale co mnie ma obchodzic to, że umierający ma przejśc przez specjalny obrządek zanim umrze. Niby to historia w znaczeniu kulturowym, ale nudna jak flaki z olejem. Dobrze, że ten przedmiot już mi się skończy.
Zdac tylko ten egzamin.
Październik zbliża się wielkimi krokami. Fajnie,cieszy mnie to. Stęskniłam się już za uczelnią, za ludźmi i wykładowcami. Za ciekawymi wykładami i coraz to nowszymi pomysłami na zajęciach.
A myślę, że przede wszystkim za tym że mój dzień był jakoś poukładany. Nie to co teraz. Wstaję "rano" (11-12) ,snuję się po domu, czytam książkę ,wychodzę gdzieś albo i nie.
Tak,zdecydowanie chcę już na uczelnię :)
Dzisiaj przechodząc koło banku zobaczyłam wielką reklamę szkoły artystycznej i kierunku aktorstwo. Aż mi się płakac zachciało. Wszystko ostatnio krzyczy do mnie, że moje marzenie jest na wyciągniecie ręki, a nie mogę go dosięgnąc. Czuję się źle.
Może powinnam jednak schowac swoją chora ambicję i iśc na takie studium aktorskie? wiem, że to nie jest to czego pragnę ,ale chociaż troszeczkę zaspokoi mój głód grania i nauki aktorstwa.
Jeszcze jak na złośc źle się czuję. Nie chodzi o psychikę, bo z ta sobie ostatnio na szczęście dosc szybko poradziłam, ale o złe samopoczucie. Boli mnie ręka,paraliżuje mi ją,czuje jakieś mrowienie w niej. Nie mam w niej siły. Boję się, że to od serca. Nie chcę powtórki z rozrywki jaką zafundowała mi moja ręka i noga kilkanaście lat temu.
Strasznie marudzę. Gdzie się podział mój optymizm, który jeszcze ok. dwa tygodnie temu wypełniał całe moje ciało?
Chyba potrzebuję nowego celu w życiu. Niby mam cel, ale widocznie nie jest on wystarczający.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz